Gatunek: Thriller
Reżyseria: Denis Villeneuve
Produkcja: USA
Moja mama jest wielką fanką opowieści z dreszczykiem i
kryminalnych zagadek, nic więc dziwnego, że i w moich żyłach płynie krew
żądnego wrażeń widza. Dawniej namiętnie oglądałyśmy każdą szmirę klasy Z, jeśli
tylko w programie telewizyjnym ometkowana została jako thriller. Niemal żadne z
filmowych zwrotów akcji nie zaskakiwały, co wprawiło mnie w samozachwyt i dało
pewność, że jestem cudownym dzieckiem o IQ Einsteina.
Niestety, wkrótce potem byłam zmuszona przełknąć gorzką
pigułkę – przewidywalne wydarzenia nie miały nic wspólnego z geniuszem mojego
umysłu, były wynikiem słabo skonstruowanego scenariusza.
Podrosłam, ale zamiłowanie do mrocznego klimatu nie uleciało
razem z ostatnimi mlecznymi zębami. Nauczyłam się jednak wyławiać diamenty
spośród całej palety kolorowego szkła.
Prawdziwego kinomana coraz trudniej zaskoczyć. Scenarzyści
powtarzają ograne schematy, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Każdy z nas
dobrze wie, że odgrzewane kotlety nie smakują najlepiej, toteż gdy na moim
filmowym talerzu pojawia się świeże danie, doceniam je podwójnie.
Labirynt już przed obejrzeniem kusi doskonałą obsadą
i pozytywnymi opiniami, zawyżając poprzeczkę oczekiwań. Historia wydaje się
nadzwyczaj prosta: dwie sześcioletnie dziewczynki zostają porwane prosto z
podwórka. Mamy więc zrozpaczonych rodziców w liczbie cztery, mamy
flegmatycznego detektywa i pierwszego podejrzanego. Sprawa wydaje się być na
najlepszej drodze do szybkiego wyjaśnienia już na początku filmu. Dlaczego w
takim razie od pierwszej minuty towarzyszyło mi uczucie niepokoju i nie
opuszczało nawet w momentach, kiedy na ekranie niewiele się działo?
Na tym właśnie
polega magia dobrego thrillera – trzyma w napięciu od intra aż po napisy
końcowe. Oglądający ma wrażenie, że nawet jeśli oderwie od telewizora oczy na
mikrosekundę, może mu umknąć coś ważnego. W większości przypadków uważam filmy
trwające ponad dwie godziny za zbyt długie, jednak czas trwania Labiryntu działa na jego korzyść. Historia jest kompletna, niczego w niej nie
brakuje, uniknięto również niepotrzebnych dłużyzn.
Na świat
przedstawiony w filmie spoglądamy przez dwie pary oczu: zrozpaczonego i
rozdartego desperacją ojca (Hugh Jackman) jednej z dziewczynek i detektywa
(Jake Gyllenhaal), który z początku sprawia wrażenie w ogóle nie
zainteresowanego sprawą. Mamy tutaj zderzenie dwóch skrajnie różnych
indywidualności, podejście osobiste i profesjonalne. Obydwaj bohaterowie mogą
denerwować widza – detektyw Loki wydaje się ślamazarny, Keller Dover zaś w
gorącej wodzie kąpany i nieufny wobec metod policji. Wszystkie te odczucia
odchodzą jednak na bok, kiedy wraz z rozwojem akcji zagłębiamy się w psychikę
bohaterów i chcąc, nie chcąc stawiamy samego siebie na ich miejscu.
Polski tytuł odnosi się bezpośrednio do treści filmu, ale dla mnie osobiście ma
on także znaczenie metaforyczne. Już w pierwszych minutach seansu sama
zagłębiłam się w gęste żywopłotowe alejki, a w każdym korytarzu czekała na mnie
niespodzianka: wątek księdza ukrywającego w piwnicy ciało, niedorozwinięty
chłopak jako główny podejrzany, nielegalne działania Kellera, bezdzietny
mężczyzna regularnie kupujący dziecięce ubrania. Na pierwszy rzut oka zdaje
się, że wyjść z labiryntu jest mnóstwo, lecz tak naprawdę każda alejka kończy
się ślepą uliczką. Wędrówka po krzaczastym więzieniu nie dawała wytchnienia –
labirynt bardziej przypominał próbujący skrzywdzić zawodników twór z Harry’ego
Pottera i Czary Ognia, niż stateczną ogrodową ozdobę.
Zwroty akcji w
filmie występują wielokrotnie i niemal za każdym razem są zaskakujące (niemal,
ponieważ za jednym razem udało mi się przewidzieć przebieg dalszej akcji).
Reasumując, nie
miałam pojęcia w jaki sposób zostanie zakończone śledztwo i razem z bohaterami
miotałam się w mnogości wyborów, póki detektyw David Loki nie wziął mnie za
rękę i nie wyprowadził z tłamszącego więzienia.
O aktorstwie słów
kilka. Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się kreacja Jake’a Gyllenhaala. Być
może odgrywana przez niego postać nie wzbudza wielu ciepłych uczuć, nie można
odmówić jej jednak płynności i konsekwencji. Jake Gyllenhaal magnetyzuje, gra
każdym mięśniem. We wszystkich scenach z jego udziałem możemy obserwować
charakterystyczne mrugnięcia i niespieszny, zupełnie nietypowy dla policjanta
chód. Kiedy trzeba, twarz aż kipi emocją.
Warto także zwrócić
uwagę na wschodzącą gwiazdę, Paula Dano, odgrywającego rolę pierwszego
podejrzanego o uprowadzenie dziewczynek. Do tej pory miałam okazję widzieć go w
trzech produkcjach i już w pierwszej przykuł moja uwagę. Z pewnością będę
obserwować rozwój jego kariery.
Reszta obsady radzi
sobie poprawnie, Hugh Jackman z klasą, do której nas przyzwyczaił.
Uważam Labirynt za jeden z najlepszych thrillerów ostatnich lat. Dlaczego? Ponieważ
spełnia wymogi gatunku, trzyma w napięciu
i jest nieprzewidywalny. W swoim gatunku wypada lepiej niż zeszłoroczna,
bardziej doceniana Zaginiona dziewczyna, która w mojej opinii lepiej radzi sobie,
jeśli ocenimy ją w kategorii dramatu.
Jeśli masz trochę
czasu i jesteś fanem zaskakujących historii, Labirynt z pewnością
przypadnie Ci do gustu.
Moja ocena: 9/10
Ocena w serwisie Filmweb.pl: 7,8
IMDb rating: 8,1
Z WYMIENIONYMI AKTORAMI WARTO ZOBACZYĆ:
JAKE GYLLENHAAL:
-DONNIE DARKO,
-TAJEMNICA BROKEBACK MOUNTAIN
PAUL DANO:
- RUBY SPARKS
